
Jako nastolatka byłam szczupła, ale nie na tyle, aby być z siebie zadowoloną. Od kiedy pamiętam chwytałam się co chwilę za jakieś diety, żeby zrzucić parę kilogramów. Zawsze były to głodówki, na których wytrzymywałam po kilka dni i pasowałam. Z roku na rok było mnie coraz więcej, ale jakoś nie zaprzątałam sobie tym głowy, aż w drugiej klasie liceum waga wskazała mi 71 kg. Najgorsze dopiero nadeszło, gdy zaszłam w ciążę, w tym pięknym okresie w ogóle się nie oszczędzałam, bo przecież mogłam bez wyrzutów sumienia sobie na to pozwolić. Efekt był taki, że skończyłam z 30 kg na plusie.